Gorąca atmosfera wokół imigrantów

W Wielkiej Brytanii przynajmniej od kilku tygodni toczy się dyskusja na temat imigrantów. Do tej pory na Wyspach patrzono na nich niechętnie głównie ze względów ekonomicznych. Po zamordowaniu żołnierza przez dwóch skrajnych islamistów pojawia się zagrożenie, że makabryczna zbrodnia zostanie wykorzystana przez skrajne, ksenofobiczne ugrupowania, które na całej tragedii zechcą zbić polityczny kapitał. Zadaniem brytyjskich władz będzie niedopuszczenie do takiej sytuacji.

Brytyjska debata na temat imigrantów do tej pory dotyczyła głównie kwestii ekonomicznych. Narzekano, że są oni są zatrudniani w miejsce rodowitych Brytyjczyków. „Zabierają nam pracę” - dało się słyszeć jedno z ulubionych stwierdzeń ksenofobicznych demagogów, którzy w swojej retoryce ignorują pozytywny wpływ przybyszów zza granicy na gospodarkę państwa. Zastanawiano się w jaki sposób ograniczyć napływ imigrantów, także tych, którzy przyjeżdżają z innych państw Unii Europejskiej. Atmosferę dyskusji podgrzewała obawa przed przyszłorocznym otwarciem rynku pracy Wielkiej Brytanii dla Bułgarów i Rumunów . Nastrojom tym uległ nawet rząd, który zapowiedział zaostrzenie prawa imigracyjnego.

Teraz brytyjscy wrogowie przybyszów zza granicy zyskali znaczący argument, który z pewnością zechcą wykorzystać dla swoich celów. „Islamscy imigranci to terroryści i śmiertelne zagrożenie, z którym trzeba walczyć” – usłyszymy z pewnością z ich ust. Część polityków i działaczy prezentujących tego typu poglądy nie traci czasu i już teraz zaczyna głoszenie antyimigarnckich haseł. Przewodniczący Brytyjskiej Partii Narodowej (British National Party – tej samej, która niedawno rozpowszechniała ulotki porównujące Polaków do małp) Nick Griffin na swoim profilu w serwisie Twitter wezwał do protestów w Londynie. Jeden z jego wpisów głosi, że za ostatnią tragedię odpowiada zbyt duży napływ przyjezdnych. Sam islam nazwał „podłą, nikczemną religią”.

Premier David Cameron w przemówieniu wygłoszonym na Downing Street podkreślił, że napastnicy „zdradzili islam”. Zasugerował też, że nie jest to religia nawołująca do przemocy. Szef rządu próbował studzić nastroje i łagodzić atmosferę nienawiści wobec muzułmanów. O tym, że takie słowa były potrzebne świadczą wydarzenia, jakie rozegrały się w nocy po morderstwie. Na ulice Londynu wyszli zwolennicy nacjonalistycznej Angielskiej Ligi Obrony (English Defence League). Członkowie organizacji zaatakowali kilka meczetów, starli się również z policją.

Przed brytyjskim społeczeństwem stoi zatem nie lada wyzwanie, by nie dać się ponieść ksenofobicznym nastrojom. Z drugiej jednak strony trudno zignorować fakt, że młodzi muzułmanie mieszkający w państwach zachodnich coraz częściej są celem skutecznej indoktrynacji ze strony organizacji terrorystycznych. Al – Kaida nie musi dziś organizować skomplikowanych zamachów. Wystarczy wpoić imigrantowi odpowiednią ideologię, aby ten w pojedynkę zasiał panikę w społeczeństwie zachodniego państwa. Żyjący w Europie wyznawcy islamu często borykają się z problemami socjalnymi, są znacznie biedniejsi niż inni obywatele. Wywołuje to frustrację, która czyni ich bardziej podatnymi na skrajne hasła.

Teraz brytyjskie władze muszą w stanowczy sposób zareagować na ostatnie wydarzenia, aby zapewnić swoim obywatelom poczucie bezpieczeństwa. Mimo to konieczna jest ostrożność w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Pochopne działania mogą doprowadzić do narastania napięć w społeczeństwie. Rząd musi zatem wykazać się ogromnym wyczuciem i rozwagą.
Trwa ładowanie komentarzy...