Barack Obama, mówiąc o Syrii, w pośredni sposób nawiązuje do irackich doświadczeń. Prezydent stwierdził, że jeśli ma podejmować decyzje, wpływające na bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych musi poczekać, aż uzyska bardziej precyzyjne informacje. Demokrata daje do zrozumienia, że w przeciwieństwie do swojego poprzednika nie będzie podejmował pochopnych działań.
Prezydent, decydując się na jakiekolwiek kroki w sprawie Syrii, musi pamiętać, że obywatele nie chcą, aby ich kraj nadal pełnił rolę żandarma świata. Według ostatnich badań opinii publicznej na zlecenie „New York Times” oraz „CBS News” 62 proc. Amerykanów twierdzi, że Stany Zjednoczone nie mają obowiązku podejmowania działań w sprawie syryjskiej wojny domowej.
Jednak z drugiej strony groźby bez pokrycia w ustach przywódcy największego mocarstwa na świecie podważają jego wiarygodność. Barack Obama podkreślał, że reżim Assada, używając broni chemicznej, „przekroczy czerwoną linię”. Ponadto o większe zaangażowanie w rozwiązanie kryzysu apelują amerykańscy sojusznicy na Bliskim Wschodzie z Arabią Saudyjską, Izraelem oraz Turcją na czele. Podjęcia bardziej zdecydowanych kroków chce także Europa. Francja i Wielka Brytania same chcą dostarczać broń rebeliantom. Na przeszkodzie stoi jedynie embargo nałożone na Syrię przez Unię Europejską.
Media za oceanem, powołując się na swoje źródła w Pentagonie twierdzą, że Waszyngton rozważa zwiększenie pomocy dla rebeliantów, która może polegać również na dostawach broni. Już dziś przy amerykańskim wsparciu przeciwników Assada dozbrajają Arabia Saudyjska i Katar. Stany Zjednoczone chcą jednak bardziej bezpośrednio włączyć się w obalanie dyktatora. Tu pojawiają się dodatkowe problemy.
Liderzy opozycji apelowali o dostarczenie broni przeciwlotniczej i przeciwpancernej. Waszyngton wciąż boi się przerzucić do Syrii tego typu uzbrojenie. Przeciwko reżimowi występują bardzo zróżnicowane ugrupowania. Wśród nich znajdują się również terroryści. Amerykańska administracja zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie z sobą przejęcie ich dostaw przez skrajnych bojowników.
